W każdym amerykańskim sklepie- czy to sprzedającym pamiątki ( może już wypada pisać - "gifty" ?), ubrania( dżinsy!) czy jedzenie( oczywiście pyszne, szybkie i wolne "fudy") znajdziecie łatwo półeczkę z dostępnymi w systemie samoobsługowym lekami "na bóle", "na katar", "na przeziębienie" , " na odchudzenie" i tak dalej ... Pozwala to wielu osobom lżej chorym ominąć kosztowną wizytę u specjalisty, a nawet -też zwykle wymagające umówienia- odwiedzenie lekarza podstawowej opieki zdrowotnej czyli rodzinnej( bo rodzina jest podstawową komórką społeczną, wiec chyba dobrze tak to rozumiem?).
W Polsce rolę podobną pełnią głównie apteki , w okienku "bez recept". Ta zasada wynikająca z oszczędności (biedy?)coraz śmielej funkcjonuje także na ...stacjach benzynowych ! Rośnie też w naszym kraju lista tzw. leków OTC( od - omiń tego co-leczy?) , sprzedawanych bez recepty. Są one pięknie opakowane i umiejętnie reklamowane w różnych telewizjach i innych mass- mediach. Czy jednak ten cały biznes jest naprawdę bez zarzutu? Czy jest na pewno rozwiązaniem lepszym niż " niech pan pomoże panie doktorze"? Z jednej strony tak!!! No bo my mądrzy przecież i wolni ludzie mamy wreszcie dostęp do leków jakich możemy czasem pilnie potrzebować .To bardzo dobre rozwiązanie w chorobach krótkich i banalnych jak np. nie powikłana grypa lub jednorazowy ból głowy "nie wiadomo od czego". Z drugiej strony jednak- jeśli zbyt często sięgamy po naszą "cudowną" tabletkę z ulubionej stacji benzynowej - to myślę ,że warto- NAPRAWDĘ WARTO wybrać się do lekarza, bo licho nie śpi, a czasem nawet chodzi do tyłu... Często dopiero żmudne i kosztowne badania pozwalają na uchwycenie istoty choroby i podjęcie ( o ile to konieczne!) właściwego leczenia, nawet operacyjnego. A w ten sposób na usunięcie na stałe zagrożenia życia a nie tylko chwilowe pozbycie się tego uporczywego bólu, "co to wie pani, łapie mnie zawsze po zjedzeniu obiadu.." Rozwagi!