"Reklama dźwignią handlu". To - do niedawna - raczej śmieszne w realnym socjalizmie hasełko , jest obecnie na powrót ważną zasadą biznesu. Przywołuję go ,bo chcę się odnieść do mało znanego nadużycia wytropionego ostatnio przez lekarzy brytyjskich i przedstawionego w marcu 2001 roku podczas XIX Konferencji Amerykańskiej Akademii Alergologów i Immunologów w Nowym Orleanie. Otóż sprzedawanie silnie działających środków leczniczych jest starannie reglamentowane poprzez konieczność przepisania ich na lekarskiej recepcie ( z odpowiednim dawkowaniem i wskazaniami) oraz zakaz reklamy w mass- mediach. I bardzo dobrze, bo nie prowokuje zbędnego żądania przez chorych tych " cudownych leków"....
Ale niektórzy sprytni producenci czysto chemicznych (" sztucznych ") np. hormonów sprzedają je w opakowaniach pod nazwami egzotycznymi ( łatwiejsze w reklamie)i wzbudzającymi zaufanie (uważa się ,że zioła nie szkodzą ). I tak w malowniczo zapakowanym pudełeczku z napisem typu np. "zioła chińskie na astmę" czy np. " naturalne proszki na duszność" możemy w dobrym laboratorium wykryć i hormony ( inaczej sterydy) i ksantyny (takie jak teofilina) i inne znane medycynie silne chemiczne związki lecznicze. Dzieje się tak często bez oznakowania ani ich obecności ani dawki! Oczywiście automatycznie umożliwia to także dowolną formę reklamy- pozornie niewinnych "ziółek" itp. I sprzedaż leci... podwójnie naszym kosztem! Po raz , że płacimy gotówką, a dwa - że możemy sobie zaszkodzić!
Więc kiedy ku zdziwieniu Waszego PT Lekarza zakupione na bazarze (podkreślam- nie zawsze tanio!) podobne mikstury rzeczywiście działają szybko i skutecznie, warto wziąć pod uwagę ,że - być może- dzieje się tak za sprawą ukrytych w nich "po cichu" pospolitych medykamentach, zwykle zapisywanych (dla bezpieczeństwa) na recepty i na ogół tańszych (dzięki refundacjom) od bazarowych mieszanek. Bądźmy więc podejrzliwi i rozważni. Tak aby nie stracić i zdrowia i pieniędzy...