Każdy profesjonalnie przygotowany do sprzedaży produkt ma tzw. instrukcję obsługi. Zwykle jej nie czytamy, czasem pobieżnie przelecimy wzrokiem, niekiedy zirytuje nas jej naiwność, gdy tłumaczy, że "ta szczoteczka do mycia zębów służy do mycia zębów...".Podobnie ( niestety!) postępujemy z ulotkami leków. Choć tutaj nie wszystko jest oczywiste, polegamy na ustnym zaleceniu doktora. Powoduje to niekiedy( przepraszam - brak statystyk!) pomyłkowe połykanie globulek doodbytniczych. Albo zażycie zbyt wielu pigułek na raz. Albo nazbyt oszczędne"regularne stosowanie" leku przez rok , gdy ma go wystarczyć na 6 tygodni.
Są jednak Rodacy solidni, skrupulatni, uważni i wnikliwi. Oni wyczytują wspomniane ulotki nawet we fragmentach "drobniutkim drukiem". Oni też sprawiają nam kłopot zadając zbyt trudne pytania szczegółowe- a przecież Zajęty Reformą Doktor nie będzie czytał wszystkich ulotek ,bo nie po to kończył studia ! Efekt jest taki, że Najbardziej Troskliwe Mamy- nieufne wobec zapewnień lekarza - pozostają same przy łóżeczku chorego dziecka z lekarstwem (?), w którego opisie roi się od nieszczęść! Nie każdy wie, że zgodnie z prawem o sprzedaży silnie działających leków wszelkie, kiedykolwiek na świecie zarejestrowane ( istnieje taki specjalny system nadzoru!)działania niepożądane MUSZĄ być wymienione, choćby zdarzyły się raz na milion i choćby zostały skutecznie opanowane. Dowodzi to właśnie wysokiego bezpieczeństwa, a jednocześnie stanowi instrukcję szybkiego działania gdyby jednak cokolwiek ,kiedyś, znów...Ale matka przeczytała na własne oczy, że MOŻE SPOWODOWAĆ! Co byście zrobili w jej sytuacji? Ja bym szukał czy nie ma leku bezpieczniejszego, co pomoże bez ryzyka, co stosowała babcia, co nie wymaga wysłuchiwania przemądrzałej doktorki, co jest naturalne, tanie i - najważniejsze - NIE ZAWIERA W OPISIE EFEKTÓW UBOCZNYCH.
Właśnie na drodze przedstawionego Państwu rozumowania "wczuwającego się " pojąłem ( chyba?) , dlaczego część Mam nie podaje swym pociechom leków posiadających pełną informację, a sięga po preparaty często mniej skuteczne i bezpieczne, ale pozbawione-chytrze?- odpowiedniego opisu. Kończę więc prośbą- czytajmy ulotki! Ale nie przerażajmy się ich treścią. Bo co będzie jak pojawi się włożony do kuchennego kompletu stalowych noży opis wszelkich straszliwych działań ubocznych, jakie zdarzyły się na świecie przy ich używaniu? Zwłaszcza przez dzieci? Kupimy narzędzia krzemienne?
Ps. Nie wyrzucajcie od razu wszystkich noży z szuflad!